Tego dnia nie podjął ani jednej decyzji, choć papiery piętrzyły się w teczce do podpisu. Poszedł na budowę. Lazł przez zwały błota i opieprzał, kogo tylko spotkał, bez różnicy, ale — rzecz jasna — nie bez przyczyny, bo przyczyna zawsze się znajdzie, jak to na budowie. Na koniec napatoczył mu się Andrzejek, choć tym razem Bogu ducha winien.
— Niech pan się nie przejmuje — powiedziała mu Pani Teresa, gdy go. w chwilę po dyrektorskich gromach spotkała stojącego z rozdziawioną gębą na błotnistej drodze. — To złoty człowiek, ten nasz naczelny, tylko itroehę nerwowy. Panie, przed chwilą mnie samą ochrzanił. Jutro pana uściska, taki jest.
CO MOGŁOBY BYC DALEJ?
— Dyrektor mógłby zawrzeć sojusz z Panią Teresą, która jedna tylko i sama z siebie powiedziała, co myśli i co czuje; liczyć mógłby też na jej pomoc w zaprowadzeniu porządku wśród kwok i innych zbyt wyemancypowanych podwładnych;